Krew w piach – Sętowski Gawron

SĘTOWSKI / GAWRON – KREW W PIACH | 18.10.2020

Już od pierwszych chwil obecności na ekspozycji poczuć można duszę dzikiego zachodu. Nie jest to przypadek ponieważ artyści używają powszechnie znanego wyobrażenia o westernie jako paraleli sytuacji na polskim rynku sztuki. To miejsce gdzie zasady gry nie są nikomu znane. Kiedy wystawa była w początkowej fazie przygotowań nikt nie brał jeszcze pod uwagę wystąpienia na taką skalę pandemii, która zbudowała dodatkowy, jeszcze mocniejszy kontekst zagrożenia. 

W warstwie konstrukcyjnej wystawa składa się z dwunastu obrazów akrylowych w formie tond uzupełnionych trzema instalacjami.   Hiperrealistyczne płótna nie są jedynie popisem technicznych umiejętności artystów. Przedstawiona na nich ziemia, skały i piasek to zdokumentowane w werystyczny sposób najbliższe otoczenie galerii – miejsca gdzie toczy się ich codzienna „walka”. To do tej ziemi trafia tytułowa „krew” czyli ich energia, zaangażowanie  i pasja.

Najbardziej dobitnym elementem ekspozycji zdaje się być instalacja z krzyżem (tak już oklepanym w sztuce współczesnej). W tym przypadku mamy jednak do czynienia nie z kontekstem chrześcijańskim a funeralnym. To symboliczny nagrobek Jana Sętowskiego i Łukasza Gawrona. Ustawione na nim zdjęcia nie pozostawiają w tej materii wątpliwości. Sama technika wykonania fotografii również jest ciekawa. W celu historycznej  i estetycznej wiarygodności artyści sięgnęli (dzięki nieocenionemu Pawłowi Romanowi) do techniki mokrego kolodionu. Efekt jest tak zdumiewający jak i przerażający. Nie dziwi więc fakt, że Indianie odmawiali uwieczniania swojego wizerunku motywując to kradzieżą duszy. 

Wystawę domykają dwa elementy audiowizualne z których pierwszy towarzyszy nam przez cały czas zwiedzania ekspozycji. Mowa oczywiście o instalacji zbudowanej wokół odtwarzanej płyty winylowej z muzyką Marty’ego Robbinsa („Gunfighter Ballads and Trail Songs”). Druga z nich to popkulturowy cytat, ostania scena z klasycznego westernu „Butch Cassidy i Sundance Kid” z Paulem Newmanem i Robertem Redfordem w tytułowych rolach. Zdecydowanie nie jest to przypadkowy wybór zarówno sceny jak i filmu.